2010-03-22 Pierwiastki odczucia artystycznego (Rozumienie tworzenia)

I w nauce i w sztuce interesują mnie postaci obdarzone umiejętnością przetwarzania rzeczy zastanych, przekraczające granice tego, co uznane za oczywiste, normalne, naturalne... - pisze Marta Kasprowicz*

Mam potrzebę wyjaśniania (a nawet usprawieldliwiania) sztuki np.: biografią artysty (faktami z jego życia). Wolę odbierać sztukę jako kwestię nieodrębną od biografii autora, bo moim zdaniem materia sztuki jest za słaba na to, by żyć życiem własnym (choć oczywiście większość artystów jest innego zdania i wierzy w czyste odczucie plastyczne. Ja jestem zgola nieprzekonana i nie wierzę by na tym świecie istniało cokolwiek 'czystego'). Nic nie jest bytem samym w sobie, wszystko jest zależne od siebie, powiązane ze sobą, także sztuka jest powiązana z autorem, jak i z kontekstem kulturowym.

Ale do rzeczy: chciałabym przedstawić siebie i osobisty stosunek do twórczości. Zacznijmy od banału: wrażliwość albo się ma albo nie, tak samo jest z talentem. Ale jak to z banałami bywa, nie są wcale tak oczywiste jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Jeśli się posiada talent, to należy go rozwijać, pracować nad nim; podobnie rzecz się ma z wrażliwością, by nie była tylko tkliwością czy sentymentalizmem. Trzeba wykonać sporo pracy, włożyć wiele wysiłku, by doszło do ich rozwoju. Należy zatem poddać się edukacji, nabyć doświadczenia i zdobyć wiedzę. Moja edukacja szła w kierunku artystycznym. Chciałam zostać ni mniej nie więcej twórcą. Ukończyłam Szkołę Muzyczną (z inicjatywy Mamy), potem Szkołę Plastyczną (już z własnej inicjatywy). W wieku 19 lat (o zgrozo !) 'wypaliłam się' i zwróciłam się ku autoagresji, ale kontrolowanej - zainteresowałam się tatuażem w praktyce (choć były i formy niekontrolowane, ale aż tak osobista nie będę). Zwróciłam swą uwagę ku mechanizmom kulturowym i podjęłam studia antropologiczne. Niestety znowu doszło do powtórnego wypalenia i powróciłam na łono środowiska artystycznego. Zagnieździłam się na 'stoczni' - w Kolonii Artystów (z inicjatywy ówczesnej miłości). W tamtym czasie popełniłam kilka recenzji do pomniejszych gazet, miałam romans z prawicowym "Dziennikiem Bałtyckim" (czego się wstydzę, ale nie ukrywam. Zbyt wielkiego wyboru nie było, a ja chciałam po prostu doświadczyć specyfiki zawodu dziennikarskiego. 'Walnęłam' także pamflet na temat stoczniowego Młodego Miasta pod pseudonimem Marek Pionke, by dalej móc przebywać w tym zacnym miejscu). To ponowne zakotwiczenie w środowisku artystów, co tu kryć, natchnęło mnie jeszcze większą niechęcią do artystów i samej sztuki (może także i do samej siebie) z racji tego, że nie rozumiałam tej całej zabawy (choć dołożyłam wszelkich starań, by mnie w tym kierunku należycie wyedukowano). Wydało mi się to wszystko ni mniej ni więcej - wymyślone. Nadal tak uważam, choć doszło do mnie w końcu, że rzeczy 'wymyślone' są naturalnym środowiskiem człowieka (tj. kulturą). Zrezygnowałam wtedy z wielu rzeczy, łącznie z możliwością życia pomiędzy artystami, ale nie zrezygnowałam z twórczości. Pomimo dystansu dzielącego mnie od sfery sztuki, nadal tworzyłam: pisałam, fotografowałam, projektowałam, rysowałam etc. Po jakimś czasie dziwnym trafem dostałam się studia doktoranckie z zakresu filozofii kultury. W związku z obowiązakami doktoranckimi zaczęłam publikować teksty wymagające naukowej oprawy. Jak się okazało mój stosunek do sztuki przekłada się na podejście do nauki. Nie wierzę w odkrywanie prawdy i czystość (tzn. w obiektywność). Do tego i tu i tu: elitarność, hierarchia, hermetyczność, a nawet snobizm. Jednak to uczucia odgrywają w moim życiu ważną rolę, a na to nie ma miejsca w niszy naukowej, za to w sferze sztuki więcej można: i pomyśleć, i poczuć, i powiedzieć. Zawsze przemycam w swoich teksach część z tego emocjonalnego doświadczenia, zachowując jedynie pozory naukowości. I w nauce i w sztuce interesują mnie postaci obdarzone umiejętnością przetwarzania rzeczy zastanych, przekraczające granice tego, co uznane za oczywiste, normalne, naturalne, takie jak: Rimbaud, Artaud, Witkacy, Bataille, Woolf, Nietzsche, Cioran, Wojaczek, Plath, Dali, Duchamp, Foucault, Curtis. Miałam w swym życiu (nie)przyjemność poznania tego typu ludzi - nie zyskiwali mojej sympatii, lecz podziw pozostaje po dzień dzisiejszy (mimo niezabliźnionych ran). Okazało się, że moje wyobrażenia o genialnych twórcach nie są wyolbrzymione, ba! może nawet są zbyt nieśmiałe. (Nie)stety są to wyjątki, w większości wypadków nie czuję podziwu, ani zrozumienia, ani nawet sympatii - dla poszczególnych dzieł sztuki, być może dlatego, że moja wrażliwość karmi się słowem, biografią - najlepiej pełną doświadczeń granicznych, stanów krytycznych - po prostu wewnętrznym, pogmatwanym życiem autora. Dla mnie dzieło jest autobiograficzne! Muszę sięgnąć do biografii by zaistniała możliwość utożsamienia. Bez utożsamienia jestem zdolna zrozumieć dzieło, ale jak się okazuje zrozumienie nie zawsze wystarcza do pełnej aprobaty. Niekiedy mam wrażenie, że moje podejście ogranicza się do estetycznego bądź literackiego: więc albo mi się coś podoba na pierwszy rzut oka i wtedy nie wiem dlaczego, bo jest to kwestia podprogowego oddziaływania formy na percepcję (układ linii, faktury, itp.),  albo rozumiem dane dzieło, bo wytłumaczę je sobie za pomocą kolejnych danych (dochodzę do tego, o co w nim chodzi), wtedy albo się z nim utożsamiam albo nie.

Co tu kryć: wszyscy kierujemy się subiektywnymi ocenami, własnymi kryteriami, choć możemy pojąć i te obiektywne, w które zostaliśmy wyposażeni, w trakcie edukacji (ale i one "zabrudzone są" pogladami, opiniami, sądami). Wynika z tego jak zwykle, że chodzi o złoty środek, umięjętność dystansowania się i świadomość uwikłania.

* magister etnologii / antropologii kulturowej, obecnie doktorantka w Instytucie Filozofii na Wydziale Humanistycznym UMK.

http://www.home.umk.pl/~marta.k

ilość odsłon podstrony: 2191
Share |
Komentarze:
Marcel Woźniak
napisz wiadomość  zaproś do znajomych (34)  
Kompromis jest jedyny sposobem na dotarcie do dzieła w jego wszystkich płaszczyznach.

Patrzenie przez pryzmat biografii, autotematyzmu wyklucza w pewnym sensie inne mechanizmy badawcze. Tu liczy się najbardziej intencja i podejście do dzieła - i twórcy, i odbiorcy.
Twórcy - bo dla mnie dzieło sztuki zawsze było nierozerwalne z twórczym aktem kreacji (w sumie to tauotologia, ale co tam). Nie ma dzieła bez procesu. A kreacja jest jak najbardziej osobowa. Więc czy to estetyczne podejście stoi w opozycji do całej naukowości i historii sztuki?
Odbiorcy - bo może podchodzić estetycznie, z całym podprogowym oddziaływaniem sztuki lub też szukać konotacji, alegorii, cytatów i tysięcy technik i tendencji.

Ludzie często mają mylne podejście do sztuki: jako spływającej z nieba muzy, która jednych raczy łaską wiedzy i talentu, a innych - omija. Tak w sensie tworzenia, jak i odbierania. Kiedy więc ludzi odsyła się do książek celem doinformowania, zarzucają hermetyczność sztuki i snobizm sztuką parających się. No i jak tu wszystkim dogodzić?

Jedno jest pewne. Sztuki nie zrozumie się bez pewnej wiedzy, subiektywne odwoływania się do swoich zmysłów poparte być musi ich uprzednich urobieniem. Tak jak sam talent - o czym pisałaś - nie będzie samym sobą się żywić. Potrzeba pracy, gimnastykowania się, wertowania, w głowę zachodzenia.

*
Swoją drogą - gratuluję wytrwałości w podróży przez świat sztuki. Ona nas inspiruje i pozwala nowe światy odkrywać, a czasem nęci, czasem zwodzi. Wiele czasu zabiera nam wpasowanie się w tryby sztuki. A im więcej talentów, tym dłużej to trwa. Powodzenia;]
Aby wypowiedzieć się na forum musisz być zalogowany
Rewitalizacja Bydgoszczy - konsultacje z NGO
Bydgoszcz. Szkolenie "Inwentaryzacja i środki trwałe"
Bydgoszcz. Szkolenie "Podstawy VAT w jednostkach sektora finansów publicznych"
Bydgoszcz. Szkolenie „Postępowanie w sprawie usunięcia odpadów z miejsca nieprzeznaczonego do ich składowania lub magazynowania”
Toruń. Szkolenie "Niepełnosprawność intelektualna. Prowadzenie treningów umiejętności społecznych"
Spotkania dla mieszkańców "W zdrowej i czystej atmosferze"