Temperatura coraz chłodniejsza. Pierwszy wrześniowy dzwonek już wybrzmiał – dzieciaki pobiegły z niechęcią do szkoły – w końcu cisza pod oknem, żadnego: „ma- ma, rzuć kanapkę”. A co w Toruniu? Przecież studentom został jeszcze miesiąc laby.

Zacznijmy od samego początku... Skąd pomysł na nazwę zespołu? Słyszeliśmy, że wiele osób ją przekręca.
Nie da się ukryć. Całe zamieszanie wynikło z tego, że postanowiłem roboczo nadać kapeli nazwę nawiązującą do cyklu grafik Goyi. To wynikało z formy i sytuacji, w jakiej pierwsze piosenki powstawały. Problem polegał na tym, że o ile ja traktowałem ową nazwę rzeczywiście roboczo, to chłopaki z punktu sobie ją przyswoili i później nie chcieli słyszeć o żadnej zmianie. Sama nazwa powinna być wymawiana po hiszpańsku z użyciem odpowiedniego „s”, ale to już było w ogóle dla wielu nie do przeskoczenia, szczególnie przy pierwszym kontakcie, więc zostało tak, jak jest obecnie - twardo - DISPARATES.
Jakaś ciekawa historia wiąże się z Waszymi początkami?
Raczej standardowa sytuacja - koleś skrobiący sobie piosnki do szuflady po jakimś czasie ma ochotę podkoloryzować je muzycznie i w związku z tym dzwoni do paru funfli… ale jest pewna historyjka dla mnie znamienna i w moim odczuciu stanowi początek całego projektu, niemniej jednak wolałbym zachować ją dla siebie. (śmiech)
Zastanawia nas, czy stworzyliście zespół z grupy przyjaciół, czy był to świadomy dobór instrumentów i osób, które na tych konkretnych instrumentach grają? A może było to szczęśliwe dwa w jednym?
I tak, i nie. Układając sobie to wszystko na poziomie teoretycznym, rzeczywiście miałem na myśli zbliżone instrumentarium, niemniej jednak o ile z Lechem i Przemasem znaliśmy się wcześniej, to Grzecha poznałem na pierwszej próbie, a sekcję dętą w studiu przy nagrywaniu płyty.
No właśnie… Pierwsze koty za płoty. Jak oceniasz debiutancką płytę?
Cholernie trudne pytanie. Niech oceniają ją inni. Mogę tylko powiedzieć, że gdybym nagrywał ją dzisiaj, zrobiłbym to trochę inaczej - mówię szczególnie o kwestiach brzmieniowych i aranżacyjnych.
Jak długo nad nią pracowaliście?
Ciężko to umieścić w czasie. Kapela do czasu wejścia do studia cały czas się tworzyła, były rotacje personalne i programowe - dopiero w studiu ustalony został definitywny jej skład i układ materiału na płytę.
Może porozmawiajmy o tekstach, bo te na płycie są bardzo ważne. Bartku, w Twoich tekstach bardzo wyraźnie czuć autora - Ciebie. Co Cię ukształtowało i co najbardziej inspiruje Cię w słowie? I co jest pierwsze: muzyka czy tekst?
Zacznę od końca - w zdecydowanej większości tekst jest zalążkiem piosenki. Później intuicyjnie próbuję go ubrać w jakiś muzyczny kubraczek, starając się w zależności od sytuacji albo pewne rzeczy wyeksponować, albo wręcz przeciwnie - nadać im przez formę muzyczną ironii, zdystansować się nieco, by nie zrobiło się zbyt intymnie czy patetycznie, bym nie czuł się z nimi nieswojo.
Co do inspiracji zaś - jak już parę razy wspominałem - nie chciałbym pisać piosenek o tym, co ostatnio przeczytałem. Zdecydowanie wolę tematy realnie osadzone w życiu. Bardziej szczere, naturalne i mocne jest dla mnie „szczekanie” o czymś, czego się bezpośrednio doświadczyło niż teoretyzowanie - nawet jeśli jest ono dobrego gatunku.
Cechuje Cię duża dbałość o język, a zarazem pociąga zabawa z nim. Dużo czytasz, słuchasz czy to raczej efekt odpowiednich studiów?
Zdecydowanie bliższa mi jest forma naturalistyczna niż „uniwersytecka”. Mimo że używam języka w pewnym sensie klasycznego - nawiązującego do tradycji kabaretowych XX wieku - to trzymam się jednak bliżej ulicy niż bibliotek. Oczywiście pojawiają się odniesienia literackie czy filmowe, ale raczej w formie smaczków.
Wasza muzyka to mieszanka wybuchowa. Czy połączenie tego w spójną i dobrze zagraną całość odbyło się naturalnie, czy wymagało małego kombinowania?
Małego kombinowania to chyba zawsze wymaga, ale prawda jest taka, że od pierwszej próby był dość mocny ładunek energetyczny w tym wszystkim. Jak się to wszystko uda akurat podpalić podczas koncertu, to wtedy jest prawdziwa frajda z tego całego muzykowania.
A który utwór powstał z improwizacji?
Z płyty - Kuba w Baku.
Graliście niedawno na Święcie Muzyki w Toruniu - jesteście z nim od początku, czyli od trzech lat. Jak oceniacie te lata i jakie zaszły zmiany w Waszej muzyce oraz w sposobie odbierania jej przez publiczność?
Do Święta Muzyki mam duży sentyment jeszcze z czasów moich wakacyjnych wyjazdów do Francji, więc jeśli możemy, to z przyjemnością gramy. A co do kapeli na przestrzeni tego okresu - używając prostego porównania - różnica jest taka jak między niemowlęciem a trzylatkiem.
Jesteś z Torunia? Uważasz, że jest to dobre miejsce do rozwinięcia skrzydeł w dziedzinie muzyki czy jakiejkolwiek innej formie artystycznego wyrazu? Pytanie stąd, że wiele osób podkreśla, iż Toruń to takie małe zawistne piekiełko i trudno się tu przebić z własnym pomysłem, jeżeli nie jest się stąd i nie jest się w układzie.
Uuuuuu, nie jestem rodowitym torunianinem i trzymam się z dala od układów środowiskowych - więc lipa. A tak na poważnie, w przypadku muzyki to chyba nie ma większego znaczenia - co do innych form artystycznego wyrazu trudno mi się wypowiadać. W naszym przypadku wytwórnię mamy z Wrocławia, staramy się koncertować po kraju, a w Toruniu po prostu mamy próby - i tyle. A co do samego miasta powiem tak - wracając trzy lata temu do Polski i mając do wyboru jako miejsce zamieszkania Gdańsk, w którym się urodziłem, oraz Toruń - postawiłem na ten drugi. To już 10 lat z przerwami tego romansu mojego z Piernikogrodem - i póki co chwalę sobie.
Słyszeliśmy trochę o Twoich wojażach. Jak Ci się żyło na obczyźnie? Julia Marcell, z którą ostatnio rozmawialiśmy, mówiła nam, że inspiruje ją Berlin, w którym zamieszkała tuż przed nagraniem debiutanckiej płyty. Które miejsca najbardziej Ciebie zainspirowały?
To nie były jakieś tam wielkie wojaże. Po prostu pomieszkiwałem przez jakiś czas pomiędzy Anglią, Francją a Marokiem, zajmując się różnymi dziwnymi rzeczami. Generalnie szeroko pojętą szwędaczką turystyczno-zarobkową. Temat dla mnie w dużym stopniu zamknięty, unormowałem swój żywot nieco ostatnimi czasy, ale prawda jest taka, że Fafaberie dość szeroko są zapisem tamtego okresu... A jak mi się tam żyło? - no świetnie, ale dobrze, że już się skończyło - żagle napięte na maksa. Co do inspiracji twórczych - raczej wynikały one z sytuacji, które miały miejsce, niż ze scenografii, w której się toczyły.
W swoich tekstach opisujesz rzeczywistość, która Cię otacza. Przekładając rzecz na język dokumentalistów, bliżej Ci do dokumentu artystycznego niż do cinéma vérité. Jak chronisz się przed tabloidyzacją świata, gdzie wszystko jest podane na tacy i odarte z tajemnicy?
Rzeczywiście Disparates to pewna forma dokumentu, dokumentu, który broń Boże nie próbuje kogokolwiek pouczać czy moralizować - a jest po prostu bardzo subiektywnym opisem tego, co się dzieje ze mną i wokoło mnie. Jest formą pamiętnika - tylko tyle. Co do tabloidyzacji - na początku byłem zażenowany, teraz niestety coraz bardziej to po mnie spływa. Im jestem starszy, tym mam większą potrzebę stania z boku. Mam wrażenie, że ogromna część mediów jest skierowana obecnie do młodych i starych onanistów czy jakichś popaprańców z klapkami na oczach.
Wolisz pracę w studio czy żywy kontakt z publicznością na koncertach? Co daje Ci większą satysfakcję, jeżeli w ogóle można to porównać?
Nie jestem w stanie powiedzieć, co wolę. Jest to po prostu inny rodzaj satysfakcji… lub jej braku.
Macie już materiał na nową płytę? Jaka ona będzie?
Tak. Ale jeszcze do wiosny się wstrzymamy z jej nagrywaniem, więc myślę, że powinna się ukazać jesienią 2011. Chcemy się tym materiałem trochę pobawić. A jaka będzie? Na pewno dużo dojrzalsza kompozycyjnie i brzmieniowo - osadzona w tutejszych realiach w warstwie tekstowej. Bardziej rozbudowana instrumentalnie i improwizacyjne. Od jesieni będziemy szukali dobrego analogowego studia w odległości nie większej niż 300 km od Torunia - jak wspomniałem, późną zimą, ewentualnie wczesną wiosną, zaczynamy rejestrować pierwsze ścieżki.
A najbliższy koncert w Toruniu?
Nie mamy w najbliższym czasie w planach koncertu w Toruniu, bowiem graliśmy już dwa razy w tym roku, więc nie ma co przesadzać, ale używając trzech bardzo popularnych słów ostatnio - sytuacja jest dynamiczna. Póki co jedziemy w Polskę - najbliższe koncerty to Festiwal Piosenki Inteligentnej w Olsztynie, letnia scena Teatru Wybrzeże oraz Festiwal Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym.
Na koniec pytanie od kobiecej części redakcji „Musli Magazine”. Kobiety w Twoich tekstach to zazwyczaj mroczne uwodzicielki czy femme fatale. Co sądzisz o kobietach? Co o nas myślisz?
Naprawdę? Myślę, że jest więcej odcieni kobiecości na Fafaberiach, a te są po prostu najbardziej jaskrawe. Na przykład o ile w Nieświętym kobieta przedstawiona w refrenie to płonąca madonna z obrazu Muncha, której ponoć pierwowzorem była Dagny Przybyszewska, czyli klasyczna femme fatale, to już powiedzmy w kawałku Kuba w Baku to raczej strażniczka domowego ogniska... A tak na poważnie, jakoś tak się składa, że kobiety, z którymi się wiążę, mają więcej w sobie cech apollińskich, czyli porządku, harmonii, umiaru i piękna, co przy moim dość mocno emocjonalnym, ale i bałaganiarskim charakterze stanowi dość rozsądną partnersko mieszankę. (śmiech)
Rozmawiali: Magda Wichrowska i Szymon Gumienik / Fot. Paweł Kotas

Numer bieżący:
RELACJA - MFF Tofifest 2010
FESTIWALE, FESTIWALE... muzyka / film / teatr
FELIETON - Wichrowska / Taras / Olszowa / Rozpłoch
PORTRET Łukasz Zaleski / Maria Callas
ZJAWISKO - Marcin Pawłowski Pawbeats
POE_ZJADA - Grzegorz Kaźmierczak
GALERIA - Dorota Zaręba / Karolina Wiśniewska
| Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz |