
Jedna z najbardziej znanych menadżerek kultury przyjechała do naszego miasta na zaproszenie biura Toruń 2016. Sroka pracowała niegdyś w Biurze Festiwalowym Kraków 2000. Instytucja przygotowała kulturalny program grodu Kraka na rok 2000 – miasto było wtedy ESK.
Prelekcja krakowianki musiała być ciekawa, wszak o kulturalnym Krakowie można by mówić i mówić. Kilka jej wypowiedzi zasługuje jednak na podkreślenie i pogrubienie – powinniśmy je sobie wbić do toruńskich głów i nigdy nie zapomnieć.
Słuchacze w kafeterii Struna Światła zdębieli kiedy Sroka zaczęła mówić o skłóconych krakowskich artystach i animatorach. - W Krakowie każdą decyzję dotyczącą kultury poprzedzają kłótnie w środowisku – mówiła. - Młodzi sprzeczają się ze starymi, konserwatyści z liberałami, jedne grupy z innymi. Konflikt jest wpisany w krakowską kulturę od setek lat. Program ESK pomógł nam zrozumieć, że nie jest on przeszkodą w osiąganiu celów, ale naszą zaletą.
Co więcej, pozytywnie o fermencie jaki charakteryzuje Kraków, pierwsi wypowiedzieli się alochtoni. Krakusy z ich porady skorzystały i z konfliktu zrobiły oręż w walce o turystę, widza, jakość wydarzeń kulturalnych i ich liczbę. W Toruniu nie mamy innego wyjścia. No chyba, że naszym celem jest prowincjonalizm – mam na myśli jak najgorsze znaczenie tego słowa.
Kłótnia, awantura, pyskówka, starcie to w ludzkiej świadomości słowa opisujące coś złego – w powszechnym mniemaniu scysje prowadzą donikąd. Szacunek wzbudzają w nas ci, którzy idą na kompromis, a więc rezygnuję z części swoich postulatów. Tylko czy aby na pewno zgoda jest najlepszym rozwiązaniem? Nie do końca – przynajmniej w przypadku rozmów o kulturze. W Krakowie nie narzekają, że środowisko jest rozbite. Animatorzy i artyści kłócą się, ale nie obrażają - walczą, ale nie palą mostów. Czy u nas będzie podobnie? Zobaczymy – toruńska rewolucja trwa od niedawna, rok 2010 obfitował w wiele burzliwych wydarzeń okołokulturalnych. To jak rozmowy zostaną spożytkowane zależy od twórców, urzędników i mieszkańców. Pewne jest jednak, że kłótnie już przyniosły nam wiele profitów.
W maju br. prestiżowy miesięcznik „PRESS” stworzył ranking kandydatów do tytułu ESK. Im więcej publikacji o kulturze danego miasta, tym wyższe miejsce zajęło ono w rankingu. Kto wygrał? Oczywiście Toruń. To ferment i sprzeczki zagwarantowały ten sukces, to dzięki fundamentalnym różnicom i głębokim podziałom kultura istnieje w świadomości tego miasta i mieszkańców.
Kraków wykorzystał swoją szansę dziesięć lat temu i na bazie różnic, a nie udawanej zgody, zbudował kulturalną strategię. Oby „Kraków północy” poszedł tym samym śladem.
Marceli Sulecki
| Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz |