
Przemka Wołoszyka znacie – na orbitoruń możecie śledzić jego pieszą wędrówkę z Bieszczadów na Hel. Dzielny torunianin podzielił się z nami niedawno wrażeniami – i zdjęciami - z obchodów 600-lecia bitwy pod Grunwaldem (odbyły się w ub. sobotę). Oto wspomnienia Przemka, których on i my nie zapomnimy:
- drogę powrotną rozpoczął o godz. 16. Do grodu Kopernika przybył o godz. 5.26 rano dnia następnego. Czas podróży: 13 godz. 26 min. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z Torunia na Grunwald jest 134 km
- podróżował pieszo, autostopem i pociągiem. – Pierwszy raz jechałem do domu tak okrężną drogą. Przez 12 minut byłem nawet na dworcu w Tczewie – komentuje Przemek.
- po 3 godz. siedzenia w autobusie - miał go zawieźć na dworzec PKS w Ostródzie – stojącym w korku, Przemek ruszył pieszo. Przy sobie miał półtoralitrową butelkę do połowy wypełnioną wodą. Ludzie chcieli kupić ją nawet za 10 zł. Dlaczego? – Sklepy w promieniu kilkudziesięciu km były wykupione z cieczy wszelkiej maści. Wszystko przez to, że organizatorzy nie zapewnili odpowiedniej ilości wody, a temperatura w Słońcu przekraczała 40 st. Celsjusza – relacjonuje torunianin.
- publiczność wracająca spod Grunwaldu na własnej skórze odczuła co znaczą średniowieczne realia – ludzie poruszali się jak rozbita armia, której odcięto drogi zaopatrzenia. – Oprócz wody brakowało też jedzenia. Tłumy buszowały po polach. Ludzie zrywali mirabelki, a byli tacy co jedli zboże. Szklankę wody ze studni można było kupić w okolicznych gospodarstwach za złotówkę – mówi Wołoszyk.
- najbardziej zaskoczyła go jednak sytuacja sprzed sklepu niedaleko Ostródy. – Do środka wszedł klient i zobaczył, że do picia nie ma nic poza wysokoprocentowymi alkoholami. Kupił więc najtańszą wódkę, wylał zawartość, przepłukał, nalał wody i ruszył w dalszą drogę.
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć spod Grunwaldu.
MS