
Pani przygoda z Toruniem rozpoczęła się w trakcie studiów, na wymianie Erasmus. Czy była to pani pierwsza wizyta w Polsce?
Druga. Spędziłam Wigilię i Sylwestra u znajomych na Śląsku dwa lata wcześniej. Wybrałam wyjazd do Polski po to, żeby być bliżej nich. Mój wydział historii miał podpisaną umowę z UMK, więc przyjechałam na drugi semestr pierwszego roku studiów magisterskich. Rok później, już nie w ramach Erasmusa, wróciłam, by dalej studiować.
Z jakichś konkretnych powodów?
Dobre pytanie! To miasto moich studiów. To tu nabyłam wiele nowych doświadczeń, poznałam znajomych.Życie w Polsce bardzo mi się podobało. Kiedy więc zaczęłam szukać pracy, to najpierw w Toruniu. Powody były więc praktyczne, ale również brałam pod uwagę wyjątkowy profil miasta: jest historyczne, uniwersyteckie, ale także o przeciętnej wielkości. Nie lubię zbyt dużych przestrzeni. Małych też nie. Nie mogę znaleźć sobie w nich miejsca, tak we Francji jak i w Polsce.
Czy poznała Pani też inne miejsca w Polsce, czy raczej była związana tylko z Toruniem?
Oczywiście. Spędziłam tydzień na Śląsku, niedaleko Bolesławca. Zwiedziłam Kraków, Wieliczkę, Auschwitz, wszystko w trakcie Erasmusa. Dwa razy byłam w Szczecinie odwiedzić znajomych. Oczywiście wielokrotnie jeździłam do Warszawy, głownie na rozmowy o pracę.
Czy Polacy chętnie uczą się francuskiego? Czy gdy zorientują się, że mają do czynienia z „native speakerem”, są chętni do rozmowy?
Dobrze zdawałam sobie sprawę, że francuski nie jest językiem priorytetowym. Jednak, bierze się go pod uwagę w konkursie Poliglota, realizowanym przez licea z regionu. Sądzę, że kultura francuska jest wciąż pociągająca. Niestety w tych uwarunkowanych ekonomią czasach, kultura nie zawsze okazuje się atrakcyjna. Angielski, niemiecki, nawet japoński są lepiej opłacalne. Z powodu bycia native speakerką, mam specjalną pozycję. Kiedy zaczynałam uczyć, słuchacze byli pod wrażeniem, szczególnie Ci początkujący. Czuli się zablokowani, niechętni zabierać głos przede mną. Z drugiej strony byli zadowoleni, bo zawsze lepiej jest mieć kontakt z kimś, kto posługuje się językiem na co dzień.
Pracuje Pani w Alliance Francaise. Jest to szkoła zachęcająca uczniów do aktywnej nauki poprzez organizowanie różnych wydarzeń kulturalnych. Czy w Toruniu pasjonaci języka i kultury francuskiej mogą się rozwijać?
A.F. prowadzi wyjątkową politykę edukacyjną. Jest jedną z niewielu szkół, które starają się zapewnić rozmówcę z Francji oraz jak wspomniałaś, interesuje się też kulturą. Ogólnie Polska stwarza dobre warunki dla uczących się francuskiego. Wiem, że w Toruniu A.F. jest najaktywniejszym organizmem, lecz nie jedynym. Np. podczas Święta Frankofonii jest jedynym organizatorem koncertów. Zdarzają się uczniowie wspierający tę doroczną inicjatywę samodzielnie. Odnosi ona znaczny sukces. W przyszłym roku VI Liceum Ogólnokształcące otwiera szkołę, w której będzie można zdobywać wykształcenie wzbogacone o język francuski. Cel jest taki, aby młodzież była dwujęzyczna już w chwili rozpoczęcia nauki w szkole średniej.
Francja zafascynowała mnie kiedy zaczęłam się uczyć jej języka. Od tego czasu spotkałam wiele osób dzielących moje zainteresowania. Ogólnie Polacy są dobrze nastawieni do Francuzów. Czy jest to odwzajemnione? Jaką opinią cieszą się Polacy? Czy nasz kraj jest dobrze wypromowany?
Nie sądzę. Ogólnie Francuzi mają słabą znajomość krajów niegdyś należących do Bloku wschodniego. Polska i Polacy cieszą się zasadniczą sympatią - rezultatem długiej tradycji przyjaźni między naszymi państwami. Poza tym, imigracja Polaków była zawsze umiarkowana, umieją się oni zintegrować. Przede wszystkim są znani jako dobrzy pracownicy, ale także mający ciągoty do alkoholu. Uwaga Napoleona na ten temat przeszła do historii w popularnym powiedzeniu „pijany jak Polak” (Saoul comme un Polonais).
Czy poprawa wizerunku narodu jest w ogóle możliwa?
Co do złego wizerunku, jest pewna historia: kampania reklamowa zrobiła promocję „Hydraulik polski”. Już nie pamiętam kto ją zamówił, ale po kilku tygodniach emocji aktualności były już inne i zapomniano o tej aferze. Była trochę niepokojąca z powodu ekonomicznych okoliczności i bezrobocia. Jednak raczej nigdy nie wierzyliśmy w inwazję polskich pracowników. Mówiło się też wtedy sporo o ‘przeniesieniach’ - tj. kiedy zamykano firmy, aby otworzyć je w krajach wschodnich, gdzie płace są niższe. Zjawisko to było bardzo nagłośnione. Teraz co prawda też się takie rzeczy dzieją, ale rozmawiamy o tym mniej. Dziś, kiedy rozmawiamy o imigracji do Francji… Myślimy raczej o Północnej Afryce. Napływa stamtąd najwięcej ludzi i najtrudniej się z nimi zintegrować.
Magdalena Brodzińska
| Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz |