Zaloguj się |  nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Ob(y)czajnik toruński

Temperatura coraz chłodniejsza. Pierwszy wrześniowy dzwonek już wybrzmiał – dzieciaki pobiegły z niechęcią do szkoły – w końcu cisza pod oknem, żadnego: „ma- ma, rzuć kanapkę”. A co w Toruniu? Przecież studentom został jeszcze miesiąc laby.

 

Dlaczego nie mamy szans na ESK?

Artyści krzyczą: Chcemy rozmawiać! Władze: My też! Ale niewiele z tego wynika. Istna schizofrenia. W Toruniu nie ma czegoś takiego jak „silna reprezentacja inicjatorów kultury.”

Kilka dni temu zupełnie przypadkiem wysłuchałam w Programie 1 Polskiego Radia audycji na temat starań polskich miast o miano Europejskiej Stolicy Kultury. Jak wiemy aż 11 pretenduje do tego tytułu. W tym takie kolosy jak Warszawa czy Wrocław. Miasta, które od dawna rozwijają swoją ofertę, są gospodarzami najważniejszych imprez w kraju. Miło jest wiedzieć, że twoje miasto, mimo że o wiele mniejsze, figuruje na liście konkursowej. Miło było usłyszeć, że twoje miasto jako jedyne, nawiązało współpracę z Hiszpanią – kandydatem „starej” Unii. Niemiło jest jednak mieć świadomość, że twoje miasto nie ma szans. Dlaczego? Podpisanie umów partnerstwa to nie wszystko. Biuro w pięknej lokalizacji, stworzenie struktur organizacyjnych czy logo nie wystarczą. Aspekty te są absolutnie podstawowe. Podstawowe na poziomie samego startu w tym wyścigu. Ale to nie jest „ubieganie się”.

Dr hab. Maciej Mikołajewski,
w wywiadzie opublikowanym na orbiToruń, mówił, że Toruń ma wiele do zaoferowania. Tym samym powinien stawać w szranki z innymi kandydatami. Zapewne ma rację, ale nie do końca. Powiedziałabym raczej, że Toruń będzie miał wiele do zaoferowania, jeśli się o to postaramy. Wielokrotnie w mediach mówiło się o braku współpracy na linii artyści - urzędnicy. Od afery z eNeRDe mamy burzliwą dyskusję na ten temat. Artyści krzyczą: „Chcemy rozmawiać!”, władze: „My też!”, ale niewiele z tego wynika. Istna schizofrenia. Moim zdaniem problem tkwi gdzie indziej. Wynika on z wieloletnich zaniedbań władz w zakresie polityki kulturalnej. Zgrzyt nie jest tu i teraz. Zgrzyt był od dawna. Nie miały szans tym samym rozwinąć się inicjatywy oddolne. Fakt, że głośno mówimy o tym dopiero teraz dowodzi, że wśród twórców również panował chaos. Trzeba było nie lada burzy dla integracji i wspólnego głosu. Z całym szacunkiem dla twórców, ale w Toruniu nie ma czegoś takiego jak silna reprezentacja inicjatorów kultury. Po prostu nie było warunków do jej rozwoju. Proces ich tworzenia dopiero się rozpoczyna. Są to zaniedbania, których nie da się nadrobić w kilka miesięcy. 

Całkiem niedawno szłam przez miasto, patrzę na Dwór Artusa a tam billboard do mnie krzyczy: „Pomóż nam zdobyć tytuł Europejskiej Stolicy Kultury! Czekamy na twoje pomysły.” Aż mi się żal zrobiło. Oni tak tam rozpaczliwie nawołują. I o co tu chodzi? Kto chce współpracować a kto nie, skoro wszyscy chcą. Sytuacja w Toruniu wygląda trochę tak jak to zdanie. Zupełnie bez sensu.

Co mamy dzisiaj?

Bądź co bądź nadal dwa skłócone środowiska, usilną próbę dialogu Biuro, które „czeka” i Tofifest. Jedyny chyba festiwal, który broni się na arenie międzynarodowej.

Pchełka

Share |
Komentarze użytkowników(0)
Brak komentarzy.
Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz
Musisz być zalogowany aby dodać swój komentarz
Polityka prywatności   |   Regulamin   |   Redakcja   |   Kontakt   |   Pobierz   |   Media o nas   |   Nasza galeria