
Zacznijmy od początku. „Biff” w języku angielskim to „cios”. Komu go wymierzasz?
Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy ten cios ma swojego adresata. Nazwa powstała z pierwszych liter naszych nazwisk... Przypadkiem okazało się, że ma swoje znaczenie w języku angielskim. A jeśli zamierzałabym wymierzyć cios, to chyba w monotonię i rutynę, głupotę i brak dystansu.
Podobno sami ukuliście nazwę gatunku, po którym pięknie się poruszacie - oniryczny punk. To teraz wytłumacz się nam ładnie, co to takiego?
Ach… ten termin dotarł do mnie przez kolegę kolegi, który po naszym koncercie był lekko wstrząśnięty. Rozumiem to tak, że nasza muzyka jest punk rockowa, ale - ponieważ jestem drobna i trochę dziwnie się przebieram - może sprawiać także wrażenie nierealności. Może nie zawsze jest to zamierzone.
Dla kogo i co gracie? Macie jakieś ulubione stylistyki i jasno określoną publiczność? Bo Ano to niesamowity i niezwykle strawny melanż chwytliwej muzyki, ciekawego głosu i błyskotliwego tekstu... Jednym słowem dużo dobrego dajecie z siebie.
Dziękuję bardzo za miłe słowa. Chcemy grać dla wszystkich fajnych ludzi. Chcemy, żeby jak najwięcej ludzi nas poznało. Na nasze koncerty przychodzą rodzice z dziećmi, rodzice bez dzieci, osoby bezdzietne, a nawet takie, które już doczekały się wnucząt.
Wcale nas to nie dziwi. Powiedz ile do tego dołożyła Wam śląska scena muzyczna i czy w ogóle?
Określenie śląska scena muzyczna jest chyba zarezerwowane dla mysłowickiej sceny muzycznej. Tam powstało dużo młodzieżowych świetnych zespołów. No, ale nie mogłabym zapomnieć o Dżemie i SBB. Nie… nie wydaje mi się, że należymy do śląskiej sceny muzycznej. Ale zawsze podkreślamy, że w trzech piątych jesteśmy ze Śląska. (śmiech)
Cała płyta jest projektem absolutnie autorskim, z małym wyjątkiem… Story o bajaderce w staniku i odpiętym kotylionie z piosenki Adela to sprawka Doroty Masłowskiej. Kto na kogo trafił?
Nasza przyjaciółka Agnieszka mieszkała z Dorotą. Dorcia właśnie przymierzała się do nagrania własnych piosenek i Aga zwinęła jej tekst o Adeli. Nam spasował. Dorota zgodziła się na jego wykorzystanie. A my w ramach uczczenia tego pięknego prezentu z jej strony umieściliśmy na okładce cały tekst Adeli jako jedyny tekst do piosenek z całej płyty.
Macie jeden wspólny zamysł, koncept na swoją muzykę, czy jest ona kompilacją wszystkich Was? Jakie przyprawy do tej potrawy dodaje sama Ania?
Wspólnie robimy piosenki. Każdy dokłada coś od siebie. Nie przyjechaliśmy tutaj na wczasy! A ze swojej strony dokładam tupanie nogą, marudzenie, kiedy mi się coś nie podoba - tak to jest, gdy gra się z piątką facetów - i dziwne teksty.
Ano zaraził mnie mój mąż, on z kolei zachłysnął się waszą muzyką „jak Ślązak wakacyjnym jodem”. Nam trudno utrzymać nogi w spoczynku. Na koncertach publika szaleje? Przy jakiej piosence najżwawiej?
Publiczność szaleje jak wściekła. Ślązak rządzi. Świetnie dają sobie też radę Jesienne drzewa. Ale wszyscy miękną przy Monday, bo ja dostaję wtedy szaleństwa.
Zresztą nie sposób nie polubić z Ano każdego utworu, bo cała płyta jest lekka, inteligentna, błyskotliwa, ze szczyptą poczucia humoru. Taka na przykład Moja dziewczyna z kapitalnym tekstem i wersem „oh no, babe”. Jak powstawały te teksty?
Teksty powstają nie wiadomo jak... Same przychodzą. Pojawia się parę słów, do których trzeba wymyślić sensowną kontynuację. Czasem od początku wiadomo, o czym będzie piosenka. Czasem okazuje się to dopiero po paru dniach.
Skoro była mowa o koncertach, to powiedz nam, czy wolisz stać na scenie, czy w studiu?
Zdecydowanie wolę grać koncerty, niż siedzieć w studiu. Ale praca w studiu dużo uczy. Już nie mogę doczekać się nagrywania nowej płyty.
Za swój debiut dostaliście Fryderyka w kategoriach: Nowa Twarz w Fonografii i Wideoklip Roku. Ucieszyłaś się, czy masz w nosie wszelkie rankingi i robisz swoje?
Bardzo się ucieszyłam, że dostaliśmy Fryderyki. I nie wstydzę się do tego przyznać, bo to prestiżowa nagroda przyznawana przez ludzi związanych z muzyką. Cieszę się, że zostaliśmy wyróżnieni przez środowisko muzyczne. Niektórzy nawet przyznają się, że na nas głosowali. Mam nadzieję, że te nagrody pociągną za sobą wiele propozycji koncertowych, choć już teraz nie mam powodu do narzekań.
Przy okazji Ano trafiliśmy też na autora jej okładki Dominika Bułkę, którego zaprosiliśmy do naszej czerwcowej Galerii Musli. Jak narodził się pomysł na nią? Mieliście jakąś koncepcję, czy zostawiliście to Dominikowi. Wyszło smakowicie, palce lizać!
Do Dominika trafiliśmy przez Marcina Szymkowiaka. Chłopaki pracują razem. A Marcin jest kolegą naszego perkusisty Jarka. Zaproponowali szkic okładki i od razu wiedzieliśmy, że nie możemy szukać niczego innego. Okładka jest przecudna! Oddaje zawartość płyty i nasz charakter.
Od premiery Ano minął już rok. Co działo się z Wami przez ostatnie dwanaście miesięcy? Nad czym pracujecie teraz?
Graliśmy koncerty. Powoli przygotowujemy piosenki na nową płytę. Będziemy robić muzykę do filmu. We wrześniu wystąpimy na festiwalu w Opolu. Będzie to koncert poświęcony Kabaretowi Starszych Panów. Jarek nagrał płytę z Bratami z Rakemna. Oboje z Jarkiem też występujemy na najnowszej płycie Acid Drinkers.
A kiedy zagracie w Toruniu? Będziemy koczować pod sceną.
Koczujcie… koczujcie... Ale poczekajcie na informację, kiedy gramy, żebyście w pałatkach nie pomarzli… Mam nadzieję, że dotrzemy do Torunia jesienią.
Na koniec bardzo konkretne dziewczyńskie pytanie… Masz obłędną garderobę, gdzie ją namierzasz?
Ha ha! Nie powiem! Suknię balową zaprojektowała i uszyła Eliza Milaniuk, a najnowszą kreację przygotowała Dominika Bułaczyńska. A codzienne ciuchy kupuję w szmateksach i czasem w sieciowych sklepach.
Rozmawialo: Magda Wichrowska i Szymon Gumienik

Numer bieżący:
* Pobierz PDF [8 MB] lub Oglądaj [on-line]
* PORTRET
Marlene Dietrich / Julia Jentsch
* POE_ZJADA
Adam Blank
* ZJAWISKO
Cocooning
* FELIETON
Wichrowska / Taras / Olszowa / Rozpłoch
* GALERIA
Gosia Herba / Wojtek Szabelski
| Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz |