
Przedstawiciele fundacji All For Planet i urzędnicy spotkali się we wtorek z mieszkańcami kamienicy przy ul. Żeglarskiej 6. Chcieli omówić strategię działania i plan renowacji podwórka. Toruński dziedziniec, dzięki głosom internautów, został jednym z laureatów konkursu „Zielone Podwórka” – inicjatywa Fundacji All For Planet. Organizatorzy przedsięwzięcia chcą nie tylko wyremontować i zagospodarować przestrzeń wokół domów, lecz także uczulić ludzi na problemy środowiska i zaszczepić w nich troskę o dobro ich otoczenia. Hasło przewodnie imprezy głosi, że najlepiej zacząć od własnego podwórka, że tam właśnie zaczyna się ekologia na skalę makro. Akcja wydaje się iście chwalebna.
Jednak mieszkańcy mają zastrzeżenia.
Lokatorzy kamienicy początkowo podeszli do sprawy z zapałem, teraz pojawia się coraz więcej wątpliwości. - Cieszymy się, że nasze podwórko wygrało, ale teraz trochę się boimy, że pojawią się nieproszeni goście. Chcielibyśmy mieć ten odnowiony dziedziniec tylko dla siebie. Organizatorzy mogliby zamontować też bramę, bo mamy dość tego, że plac, na którym bawią się nasze dzieci jest publiczną toaletą. No i pozostaje kwestia szczurów – żali się jeden z lokatorów.
Krystyna Skommer z Fundacji All For Planet zapewnia, że odbyły się już wstępne rozmowy z urzędnikami – upragniona przez mieszkańców brama ma zostać wstawiona. Dzięki rozmowom z lokatorami na ul. Żeglarskiej ma również być regularnie przeprowadzana deratyzacja. Teraz pozostaje tylko rozmowa z konserwatorem zabytków. Jeśli wszystko pójdzie dobrze prace ruszą już w przyszłym tygodniu.
Karolina Bednarek
Wypowiada się Krzysztof Roszak - architekt zajmujący się projektem renowacji podwórka przy Żeglarskiej 6.
KOMENTARZ: Społecznicy zmieniają Polskę – to fakt. Dzięki inicjatywie Fundacji All For Planet na lepsze zmieni się także podwórko przy ul. Żeglarskiej. To jedna z zapomnianych przestrzeni Starówki - ukryta przed turystami. Nieotynkowane mury, szczury, śmieci i smród. Tam nie inwestowano przez lata. Bo po co? Dla kogo? Dla tych kilkunastu lokatorów? W końcu jednak udało się. Jednak, tak jak w przypadku większości podobnych inicjatyw, nie od „władzy” wyszedł impuls a z trzeciego sektora.
Okazało się też, że najtrudniejsze w zmienianiu Polski jest nie znajdowanie funduszy, ale dialog społeczny. Trzeba się „naspotykać”, żeby zainteresowane strony – mieszkańcy urzędnicy i społecznicy - wypracowały optymalne rozwiązanie. W przypadku podwórka przy ul. Żeglarskiej chyba się to udało. Oby. Marceli Sulecki
| Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz |